just winners

  

  czesc czapka wszystkim, którzy pomimo mojego lenistwa nadal tu wchodzą i lubią czytać moje wypociny. Od ostatniego wpisu wiele się nie zdarzyło – prócz zwycięstwa Hiszpanii (biedny Torres z jego kontuzją), dziewięciu medalóqw Mistrzostwach świata w lekkoatletyce – M. Lewandowski, jeee! Bieg, w którym zdobyliśmy i złoto, i brąz powalił. Chyba wciąż powala. I tekst Szaranowicza – mam nadzieję, że się nie mylę – „już biegł witać się z gąską”. Bezcenne. 
  w sumie to nie chodzę na imprezy, bo 3/4 moich znajomych wyjechało. kawiarnie, restauracje dla jednej osoby wyglądają obco. ogólnie to notki moje są albo pełne głupkowatych przemyśleń, albo totalnie są o niczym, albo o tym, że piszę po sporcie i na koniec notki mówię „nie będę już mówić o sporcie”. Zwłaszcza, że lubię o nim mówić, oglądać go – natomiast z uprawianiem go jest gorzej : *.  
 
  no i wchodzę na fbl znajomych moich znajomych i tam oczywiście: „mam coś wspólnego z Torresem” blablablabla. Czytam dalej, co ma takiego wspólnego z nim. Koszulkę? Spodenki? Obydwoje są rodzaju męskiego? Mają dwoje dzieci? NIE! Po przekształceniu jej nazwiska wychodzi słowo byk, a byk to coś i dalej łańcuch tworzymy wydarzeń i dochodzimy do słowa Torres. Nagle pełno fanek. Na szczęście na Ville i te „mmmhmmm sekssii” natykam się rzadziej : ). 
 
 były upały, były ulewy, a teraz jest dwadzieścia kilka stopni i można się opalać, i nie narzekać na upały.  
 
  

make peace not war

 

 chyba muszę nawiązać do wykrzyknienia w ostatniej notce – Hiszpania wygrała z Portugalią (z C.Ronaldo włącznie, co mnie niezmiernie cieszy). ogółem, to kiedyś nawet bardzo za nim przepadałam, ale czytając mądre rzeczy na pudelku, tudziez obserwując jego pseudogrę, przestałam go podziwiać. w sumie to było dawno i połowy osób nie zainteresuje. 
 i to chyba nie tak, zebym ciągle mówiła o piłce nożnej. potrafię też o modzie. i o polityce. i filmach. ale o piłce nożnej teraz jest najłatwiej. dzikie fanki Torresa, mówiące „jestem jego żoną” i fanki Casillasa: „och, jaki słodziak” czy coś w ten deseń. taak, ile się teraz tego czyta na twitterze, na blogach. nie chciałabym urazić żadnej prawdziwej fanki, no ale. 
  
 słońce wyszło, ach te  + 30 stopni. nie ma to jak przechodzić z + 15 do + 30 stopni Celsjusza. pasjonujące, nic dodać, nic ująć. 
  
  mam ochotę tańczyć : D, ale nie wyjdę na podwórko. za gorąco chyba.  
  milionerzy here we come : ) 
 
  czyli tv, komputer, tv.