make peace not war

 

 chyba muszę nawiązać do wykrzyknienia w ostatniej notce – Hiszpania wygrała z Portugalią (z C.Ronaldo włącznie, co mnie niezmiernie cieszy). ogółem, to kiedyś nawet bardzo za nim przepadałam, ale czytając mądre rzeczy na pudelku, tudziez obserwując jego pseudogrę, przestałam go podziwiać. w sumie to było dawno i połowy osób nie zainteresuje. 
 i to chyba nie tak, zebym ciągle mówiła o piłce nożnej. potrafię też o modzie. i o polityce. i filmach. ale o piłce nożnej teraz jest najłatwiej. dzikie fanki Torresa, mówiące „jestem jego żoną” i fanki Casillasa: „och, jaki słodziak” czy coś w ten deseń. taak, ile się teraz tego czyta na twitterze, na blogach. nie chciałabym urazić żadnej prawdziwej fanki, no ale. 
  
 słońce wyszło, ach te  + 30 stopni. nie ma to jak przechodzić z + 15 do + 30 stopni Celsjusza. pasjonujące, nic dodać, nic ująć. 
  
  mam ochotę tańczyć : D, ale nie wyjdę na podwórko. za gorąco chyba.  
  milionerzy here we come : ) 
 
  czyli tv, komputer, tv. 

sometimes we are dancing

  

 byłam kiedyś na pikniku z klasą, fajnie było. teraz okazało się, iż mam jechać z klasą hm, przeciwną, gdzie jest prawdopodobnie o kilka dziewczyn mniej niz u nas. nie brzmi to fajnie, bo tak jakby wszyscy się potem ‚biją’ o facetów. powaznie, biją się. to jest SICK. haha, prawda, ze jak napisałam to po angielsku to jestem trendy? 
   
 mniejsza. denerwuje mnie tak naprawdę, ze muszę jechać z klasą, nazwę sobie ją x. jedzie tam dziewczyna, dla której usa jest wszystkim (jest amerykanką ) i połowa takich, które gotów spódnicę podrzeć aż do samych ud, by tylko jakich facet usiadł obok nich i powiedział „ale dekolt!”. nie powiem, ze nie zalezy mi na kontakcie z niektórymi ludźmi bo są fajni (płeć męska ) ale tak to dziękuję, wysiadam z tej wycieczki na najbliższej stacji.