school, everything is going to change without old friends.

   

  szkoła, szkoła. pewnie jeszcze miesiąc temu cieszyłabym się z wolności, a dzisiaj siedzę nad angielskim – przepraszam, udaję, i krzyczę z bezsilności. wzięłam za dużo na siebie, nie uważałam. jak zazwyczaj zresztą. jak zaczną się sprawdziany, to ja dziękuję. narazie trzeba się uśmiechnąć i robić dobrą minę do złej gry. 
  czytałam ostatnio na pewnym portalu społecznościowym, ze muzułmanie przejmą kontrolę nad Niemcami. gdyby ktoś mi powiedział to kilka lat temu, uśmiechnęłabym się ironicznie i powiedziała coś w stylu „skończcie!” i wyłączyła okno, naciskając na „wyjście”. a teraz? teraz, kiedy po gimnazjum pare osób wyprało mnie odrobinę z własnego zdania, siedzę cicho i słucham. wsłuchuję się w za i przeciw i nie mogę podjąć decyzji, bo ktoś wyprał mnie z mojego zdania. pamiętam, jak dzielnie walczyłam o obronę swojego zdania, jak zazwyczaj broniłam innych, narażajac się na krytyczne spojrzenia nauczycieli. w końcu jednak machali ręką. parę jednak było takich, ze wmawiali mi ciągle „siedź cicho, nie masz do końca racji”. nie siedziałam cicho. w końcu dopięła swego – zaczęła krytykować moje prace, az do mnie samej. skonczyło się gimnazjum juz troche dawno, a ja nie potrafie się zgłosić i bronić swojego zdania. w dzisiejszym świecie trzeba, a ja siedzę, po prostu siedzę. 
  uciekam czasami przed ludzmi. 
  niesłusznie.