szkoła, szkoła. pewnie jeszcze miesiąc temu cieszyłabym się z wolności, a dzisiaj siedzę nad angielskim - przepraszam, udaję, i krzyczę z bezsilności. wzięłam za dużo na siebie, nie uważałam. jak zazwyczaj zresztą. jak zaczną się sprawdziany, to ja dziękuję. narazie trzeba się uśmiechnąć i robić dobrą minę do złej gry.
czytałam ostatnio na pewnym portalu społecznościowym, ze muzułmanie przejmą kontrolę nad Niemcami. gdyby ktoś mi powiedział to kilka lat temu, uśmiechnęłabym się ironicznie i powiedziała coś w stylu "skończcie!" i wyłączyła okno, naciskając na "wyjście". a teraz? teraz, kiedy po gimnazjum pare osób wyprało mnie odrobinę z własnego zdania, siedzę cicho i słucham. wsłuchuję się w za i przeciw i nie mogę podjąć decyzji, bo ktoś wyprał mnie z mojego zdania. pamiętam, jak dzielnie walczyłam o obronę swojego zdania, jak zazwyczaj broniłam innych, narażajac się na krytyczne spojrzenia nauczycieli. w końcu jednak machali ręką. parę jednak było takich, ze wmawiali mi ciągle "siedź cicho, nie masz do końca racji". nie siedziałam cicho. w końcu dopięła swego - zaczęła krytykować moje prace, az do mnie samej. skonczyło się gimnazjum juz troche dawno, a ja nie potrafie się zgłosić i bronić swojego zdania. w dzisiejszym świecie trzeba, a ja siedzę, po prostu siedzę.
uciekam czasami przed ludzmi.
niesłusznie.
skomentuj (14)
czesc czapka wszystkim, którzy pomimo mojego lenistwa nadal tu wchodzą i lubią czytać moje wypociny. Od ostatniego wpisu wiele się nie zdarzyło - prócz zwycięstwa Hiszpanii (biedny Torres z jego kontuzją), dziewięciu medalóqw Mistrzostwach świata w lekkoatletyce - M. Lewandowski, jeee! Bieg, w którym zdobyliśmy i złoto, i brąz powalił. Chyba wciąż powala. I tekst Szaranowicza - mam nadzieję, że się nie mylę - "już biegł witać się z gąską". Bezcenne.
w sumie to nie chodzę na imprezy, bo 3/4 moich znajomych wyjechało. kawiarnie, restauracje dla jednej osoby wyglądają obco. ogólnie to notki moje są albo pełne głupkowatych przemyśleń, albo totalnie są o niczym, albo o tym, że piszę po sporcie i na koniec notki mówię "nie będę już mówić o sporcie". Zwłaszcza, że lubię o nim mówić, oglądać go - natomiast z uprawianiem go jest gorzej : *.
no i wchodzę na fbl znajomych moich znajomych i tam oczywiście: "mam coś wspólnego z Torresem" blablablabla. Czytam dalej, co ma takiego wspólnego z nim. Koszulkę? Spodenki? Obydwoje są rodzaju męskiego? Mają dwoje dzieci? NIE! Po przekształceniu jej nazwiska wychodzi słowo byk, a byk to coś i dalej łańcuch tworzymy wydarzeń i dochodzimy do słowa Torres. Nagle pełno fanek. Na szczęście na Ville i te "mmmhmmm sekssii" natykam się rzadziej : ).
były upały, były ulewy, a teraz jest dwadzieścia kilka stopni i można się opalać, i nie narzekać na upały.
skomentuj (12)